NASZA ŚWIĄTYNIA

 

 

BUDOWA KOŚCIOŁA

Dnia 12 V 1929 roku biskup Marian Ryks, ordynariusz diecezji w Sandomierzu wydał dekret na mocy którego erygował nową parafię w Zagożdżonie, przy kościele pod wezwaniem świętej Barbary.

Do Zagożdżona przybył prezydent Ignacy Mościcki, co umiejętnie wykorzystał ksiądz Edward Ptaszyński, który zapoznał go z potrzebami rodzącej się parafii. Prezydent i jego asystent złożyli ofiarę na ten cel, o czym pisze kronika:

"Prezydent złożył na budowę kościoła poważną sumę pieniędzy, później zdecydował o przydziale 300 metrów sześciennych drzewa budulcowego. Ofiarę pieniężną złożył gen. Górecki asystujący prezydentowi".

Rozpoczęto wówczas budowę świątyni. Pieniądze, które przeznaczył prezydent Ignacy Mościcki i asystujący mu generał Górecki były kroplą w morzu potrzeb.

W związku z tym sprawy w swoje ręce przejął Komitet Budowy Kościoła. Organizowano imprezy o charakterze kulturalno- rozrywkowym, z których dochód przeznaczono w całości na budowę Domu Bożego. Zbierano pieniądze z dobrowolnych ofiar.

W sprawach finansowych komitet zwracał się także z pisemną prośbą do proboszcza parafii Zagożdżon księdza doktora Edwarda Ptaszyńskiego. W piśmie z dnia 16 XI 1931 roku czytamy:

"Komitet Budowy Kościoła zwraca się do Wielebnego Księdza Proboszcza z uprzejmą prośbą o łaskawe użycie swych możnych duszpasterskich wpływów w celu przekonania naszych miłych parafian, spoza terenu wytwórni o konieczności wpłacenia na budowę kościoła składek".

Wybrano także osobę, która podjęła się zbierania pieniędzy, o czym informuje list komitetu do Kurii Biskupiej w Sandomierzu:

"Niżej podpisany ma zaszczyt uprzejmie prosić Sandomierską Kurię Biskupią o łaskawe udzielenie pozwolenia na piśmie Franciszce Kaczmarczyk na zbieranie pieniędzy w diecezji sandomierskiej na budowę kościoła w Zagożdżonie".

Wznoszenie świątyni posuwało się do przodu dzięki wielkiej ofiarności mieszkańców Zagożdżona, robotników Państwowej Wytwórni Prochu, którzy chętnie po pracy przychodzili i pomagali przy budowie. Nawet dobrowolnie opodatkowali się na ten cel, podpisując deklarację ofiarując 1 % swoich zarobków. Również mieszkańcy okolicznych wiosek spieszyli z dobrowolnymi ofiarami. Przy budowie brali udział nie tylko katolicy. Jest wzmianka w kronice, że ofiarę złożył także protestant:

"(...) zgłosił się pewien protestant i złożył poważną ofiarę pieniężną zaznaczając, by tylko kościół szybko się budował".

Kierownictwo nad budową kościoła spoczywało w rękach inżyniera Stanisława Markiewicza- dyrektora technicznego Państwowej Wytwórni Prochu i inżyniera naczelnego Franciszka Borudzkiego. Bezpośrednie roboty budowlane prowadzone były pod fachowym okiem głównego majstra budowlanego Ignacego Brzezickiego oraz stolarzy Jana Pestki i Józefa Pestki. 

Świątynia została zaprojektowana przez architekta Stefana Szyllera w stylu neobarokowym. Pod koniec 1928 roku wykonano roboty ziemne i założono fundament pod kościół.

 W latach 1929 - 1930 wzniesiono ściany, zbudowano sklepienie. Wykonano także konstrukcję dachową, po czym pokryto dach blachą ocynkowaną. W dokumentach archiwalnych tak napisano o świątyni:

„Kościół parafialny murowany w stylu barocco o trzech nawach w formie krzyża (...) kościół posiada 6 wieżyczek miedzią krytych.  Dalej kronikarz zanotował:

"Kościół wraz z murami jest 40 metrów szeroki i 18 metrów wysoki. Boczne nawy są 5 metrów wysokie".

Nieco niżej w tym samym dokumencie zapisano:

"Zafundowano trzy dzwony: Jan o wadze 1200 kg, Stanisław o wadze 750 kg, Zygmunt o wadze 350 kg". Nazwano je imionami trzech naczelnych dyrektorów Państwowej Wytwórni Prochu. Natomiast biskup diecezji sandomierskiej po skierowaniu do niego pisma z dnia 25 VII 1932 roku udzielił pozwolenia na poświęcenie dzwonów.

W roku 1932 wykonano wieże kościelne: małą i dużą na rzucie kwadratu, przechodzącą w ośmiościan zakończony czworoboczną latarnią, oświetloną otworami bocznymi w kształcie elipsy. U szczytu wieży zbudowano galerię z czterema balkonami. W tym samym roku zaprowadzono instalację elektryczną i ułożono posadzkę z terakoty.

Wewnątrz kościoła w głównej nawie jest ołtarz, którego wykonawcą był artysta sztukator Antoni Chmielewski.

W nim umieszczono dużą figurę patronki parafii świętej Barbary z symbolami męczeństwa: z mieczem, kielichem i wieżyczką u podnóża. Święta Barbara patronka dobrej śmierci, aby miała w opiece tych, którzy pracując w fabryce prochu byli narażeni na niebezpieczeństwo wypadku każdego dnia.

I nadszedł pamiętny dzień 4 XII 1933 roku, w którym mieszkańcy Pionek (w tym roku zmieniono nazwę Zagożdżon na Pionki) byli świadkami wielkiej uroczystości, o której napisano w kronice:

"W uroczystej procesji w asyście wielu kapłanów i kilkutysięcznej rzeszy ludzi przeniesiono Najświętszy Sakrament ze skromnej drewnianej kaplicy do nowego kościoła".

Ksiądz proboszcz Edward Ptaszyński mieszkał na terenie zakładu, co było przyczyną wielu problemów, o czym napisano w liście PWP do Kurii Biskupiej .

Do roku 1933 miejscowy ksiądz proboszcz i księża wikariusze jak i organista mieszkali na terenie PWP. Było to połączone z wieloma niedogodnościami ze względu na utrudniony dostęp do księży dla ludności okolicznej z powodu konieczności legitymowania się dokumentem. Chcąc umożliwić dostęp ludności choćby tylko do księdza proboszcza, a kościół zabezpieczyć przed włamaniem itp. konieczne było wybudować przy kościele pomieszczenia mieszkalne dla księdza proboszcza i służby kościelnej tj. organisty i kościelnego.

W związku z tym od strony wschodniej kościoła wybudowano drewniane budynki mieszkalne dla księży i służby kościelnej. Był to dom mieszkalny dla księdza Proboszcza o czterech pokojach i kuchni. Później ksiądz kanonik Jan Naulewicz ustalił z dyrekcją fabryki, że zostaną na pierwszym piętrze dobudowane dwa pokoje ze wspólną łazienką i korytarzem dla wikariusza i prefekta. Wybudowano także dwa domki po pokoju z kuchnią dla organisty i kościelnego.

Z każdym rokiem dzięki ofiarności mieszkańców Pionek świątynia piękniała. Parafianie wraz ze swymi duszpasterzami zadbali o urządzenie i wystrój Domu Bożego.

Ksiądz biskup Jan Lorek dnia 7 X 1951 roku dokonał poświęcenia wykonanych w 1951 roku przez rzeźbiarza Janika z Radomia stacji Drogi Krzyżowej.

W roku 1953 biskup ponownie przybył do Pionek, o czym informuje kronika:

"Dnia 8 listopada przybyłem do parafii tutejszej celem poświęcenia odnowionej kaplicy i nowego obrazu Najświętszej Maryi Panny Różańcowej". Obraz ten wykonał w latach 1952 - 1953 malarz z Krakowa Gilewski.

W roku 1957 parafianie Pionek przeżyli kolejne uroczystości, kiedy ksiądz biskup Piotr Gołębiowski dokonał konsekracji świątyni, co zapisano w kronice:

Dnia 26 X 1957 roku, o godzinie  15.30 w towarzystwie księdza kanonika , Andrzeja Łukasika ... i Michala Kozła ... przybyłem do Pionek z wizytą pasterska ... przewodniczyłem posesji z plebani do kościoła z relikwiami świętych Męczenników Innocentego i Proby ... . Następnego dnia odprawiłem uroczystą Mszę świętą, podczas której dokonałem konsekracji kościoła łącznie z czterema ołtarzami: głównego, Najświętszego ,Serca Pana Jezusa, Matki Najświętszej i Przemienienia Pańskiego".

W 1955 roku według projektu inżyniera Kazimierza Sobola wykonano dla kościoła dwadzieścia ławek dębowych, które wykonała firma pana Borowieckiego z Pionek.

W 1958 roku wykonano marmurową ambonę, którą rok później poświecił ksiądz biskup Piotr Gołębiowski. W tym samym roku otynkowano wieże kościoła oraz sprawiono ogniotrwałe tabernakulum ­stanowiące stop złota i srebra z połączeniem marmuru kararyjskiego z marmurem śląskim. W 1960 roku zamontowano stalle w prezbiterium, które zaprojektował inżynier K. Sobol, a wykonane zostały przez firmę pana Borowieckiego. W dwa lata później rozpoczęto budowę ogrodzenia placu kościelnego. W pozłacanym relikwiarzu parafia otrzymała za pośrednictwem biskupa Piotra Gołębiowskiego relikwie Drzewa Krzyża Świętego.

W 1960 roku zakupiono i zlasowano 15 ton wapna z myślą o wybudowaniu nowego domu mieszkalnego dla księży. Dnia 11 maja 1970 roku Wydział Budownictwa i Architektury- Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Kozienicach wydał decyzję zezwalającą na budowę nowej plebani, która będzie zlokalizowana na terenie placu kościelnego. W kilkanaście dni później tj. 28 maja 1970 roku przyjeżdża do Pionek biskup Piotr Gołębiowski i dokonuje poświęcenia fundamentów pod budowę nowego domu dla księży. W ciągu dwóch lat wybudowano budynek murowany, jednopiętrowy z podpiwniczeniem, który zaprojektował pan mgr inż. arch. Maciej Hyła. Zaopatrzony w instalację gazową, elektryczną i wodną. Dnia 1 czerwca 1972 roku w uroczystość Bożego Ciała ksiądz biskup Piotr Gołębiowski, dokonał poświęcenia nowej plebani, oddanej zarówno dla użytku księży jak i parafian.

 

 

LATA WOJNY

Dnia 1 IX 1939 roku komunikaty radiowe obwieściły, że armia niemiecka przekroczyła granicę Polski. Znajdująca się na terenie Pionek Państwowa Wytwórnia Prochu, stała się obiektem strategicznym dla Niemców, o czym informuje Wojskowy Przegląd Historyczny:

"Wytwórnia była nastawiona na produkcję nitrocelulozy, prochów czarnych i bezdymnych, dynamitów oraz mieszanek termitowych ".

Już od pierwszego dnia wojny nad Pionkami pojawiły się samoloty niemieckie. Drugiego września odbyły się pierwsze naloty. Obiektem bombardowania była stacja kolejowa i tory prowadzące do fabryki. Ludzie schodzili do schronów i rowów. Naloty miały miejsce trzy razy dziennie jeszcze przez następnych kilka dni. Byli zabici i ranni. Fakt, że na terenie Pionek był zakład produkujący proch, budził wśród mieszkańców przerażenie i panikę. Tym bardziej, że naloty odbywały się systematycznie kilka razy dziennie. Jedna z bomb dnia 8 IX 1939 roku trafiła w kościół, co zanotowano w kronice:

"Bomba  500 kilogramowa przebiła dach i na wysokości sklepienia eksplodowała. "

Siła wybuchu spowodowała duże szkody: wyrwała drzwi i okna, a także zostały zniszczone organy, podłoga i dach.

Od tej pory Msze święte koncelebrowano na placu przykościelnym lub w zakrystii. Bombardowanie miejscowości, skąpe wiadomości radiowe i strach zmusiły wiele osób do ucieczki, o czym zanotowano w kronice:

"Kto mógł opuszczał Pionki. Niekończące się szeregi wozów załadowanych rozmaitymi tobołkami ciągnęły się w stronę Kozienic, Garbatki za Wisłę. "

To samo wydarzenie potwierdza Wojskowy Przegląd Historyczny, gdzie czytamy:

"Rozpoczęto ewakuację rodzin pracowników z małymi dziećmi do pobliskiej Garbatki".

Jeszcze przed wojną wytwórnia zakupiła 4 działa, które do Pionek dotarły pod koniec sierpnia 1939 roku. Sformowano baterię, której dowódcą został ppor. rez. art. mgr chemii Eugeniusz Lisowski- pracownik zakładu, a obsługę dział skompletowano z robotników poszczególnych wydziałów produkcyjnych. Pomimo stawianego oporu wobec nieprzyjaciela, Pionki dnia 8 IX 1939 roku, około godziny osiemnastej zostały zajęte przez Niemców, którzy wprowadzili terror i prześladowanie mieszkańców, o czym pisze kronika:

"Pod sankcją śmierci wydał rozkaz składania broni i radia. "

Jak czytamy nieco niżej przystąpili do rewidowania budynków i mordowania mieszkańców;

"Już w pierwszych dniach zamordowali rotmistrza kawalerii polskiej za to, że miał w domu mundur oficerski i szablę. "

Niemcy uruchomili fabrykę, w której zatrudniali mieszkańców Pionek i okolic. Pionkowscy księża nie pozostali bierni wobec bezwzględności okupanta. Krzewili w sercach dorosłych i młodzieży ducha patriotyzmu. Niezapomniane są słowa księdza Józefa Giżyckiego, jakie skierował do młodych ludzi zgromadzonych na Mszy świętej w zakrystii, a które odnotowano w kronice:

"Upaść może każdy naród, ale zginąć tylko nikczemny".

Ksiądz Józef Giżycki już w październiku zorganizował otwarcie Liceum Ogólnokształcącego, które jako pierwsze zostało utworzone na Ziemi Kieleckiej i najdłużej czynne, bo do końca roku szkolnego 1939/40. Szkoły podstawowe na rozkaz Niemców zostały uruchomione, po uprzednim zwołaniu nauczycieli z całego powiatu do Kozienic, celem dokonania rejestracji. Udział w tym zebraniu wziął tylko jeden kapłan- Józef Giżycki z Pionek. To zadecydowało o tym, że pozwolono księżom uczyć w szkołach podstawowych w całym powiecie.

Działalność pionkowskiego prefekta i nauczycieli na rzecz szkolnictwa, nie mogła w oczach oprawców ujść bezkarnie, dlatego dokonali aresztowań o czym zapisano w kronice:

"W dniu l0 XI 1939 roku gestapowcy aresztowali w szkole księdza Józefa Giżyckiego (...) Edwarda Zuchmatowicza kierownika Szkoły Podstawowej nr 1 w Pionkach oraz nauczycieli: Józefa Wiraszkę, Stanisława Podkańskiego i innych".

Wszyscy zostali przewiezieni samochodem ciężarowym do więzienia w Radomiu. Ksiądz Giżycki wrócił do Pionek 18 III 1940 roku. Pomimo aresztowań, księża nie zaprzestali krzewić ducha narodu. Najgłębiej w sercach wiernych zapadło kazanie księdza proboszcza Jana Naulewicza z 1 I 1940 roku, a które znalazło swoje miejsce w kronice:

"Opatrzność Boża różnymi drogami prowadzi narody. Za popełnione winy karze je innymi narodami. Nasz naród wiele zawinił. Opatrzność Boża srodze nas pokarała łapą niemiecką. Łapa ta jednak jest stokroć parszywsza niż nasza. Przyjdzie czas, że Bóg tę parszywą łapę utrąci".

Przed aresztowaniem uchroniła proboszcza ciężka choroba połączona z paraliżem.

W roku 1940 w całej Guberni zamknięto szkoły średnie. W Pionkach zlikwidowano liceum. Po wyjściu z więzienia pan Edward Zuchmatowicz zajął się organizowaniem tajnego szkolnictwa. Budynki obydwu szkół podstawowych nr 1 i nr 2 zostały zamienione na lazarety, więc dzieci uczyły się w barakach i domach prywatnych. Wkrótce kierownik szkoły nr 1 został po raz drugi aresztowany i zamordowany w Oświęcimiu. Kierownictwo po nim objęła Maria Rusek, nauczycielka ciesząca się dużym uznaniem. W 1943 roku została aresztowana wraz z mężem i córką. Maria Rusek i jej mąż zginęli w Oświęcimiu. Kolejnym kierownikiem szkoły został Józef Wiraszko wychowawca dzieci w duchu patriotycznym i katolickim. Młodzież starsza pobierała naukę na tajnych kompletach. Tajne nauczanie było prowadzone ze względu na bezpieczeństwo co dzień w innym miejscu: w nadleśnictwie, domach prywatnych i budynku dawnej poczty. Z narażeniem życia oświatę szerzyło wielu nauczycieli, co zapisano w kronice parafialnej:

"(...) dyrektor Wasilewski przyjeżdżający z Radomia, Gałuszko Marta, jej siostra z mężem Rabsztynowie, Białkowski Zygmunt i jego żona Maria (...) dużo serca i pracy w tajne nauczanie włożył prefekt ksiądz Józef Giżycki i wikary Stanislaw Dudela".

Wojna stała się przyczyną zarówno nędzy duchowej jak i materialnej. Miejscowi księża przystąpili do pracy ewangelicznej i charytatywnej. Każdy jak tylko mógł spieszył z pomocą bliźniemu. Parafianie zorganizowali Komitet Niesienia Pomocy Potrzebującym. Kierownikiem tego komitetu był ksiądz Józef Giżycki. Akcję charytatywną na dużą skalę poprowadzono po utworzeniu: Rady Glównej Opiekuńczej z oddziałem w Pionkach. Na jej czele stanął proboszcz parafii - ksiądz Seweryn Kiersztajn, natomiast skarbnikiem został Ludwik Banaszek. Praca tej organizacji oparta była na dwóch sekcjach:

l . Wyżywieniowa, której kierownikiem był pan Banaszek

2. Odzieżowo - obuwnicza, którą kierował ksiądz Józef Giżycki.

W domu pana Trafiasza przy ulicy Podgóry, zorganizowana była kuchnia, wydająca codziennie około tysiąca obiadów. Prowadziły ją siostry Niepokalanki z Nowego Miasta nad Pilicą. Magazyn żywnościowy mieścił się w domu pana Banaszka.

Z racji Świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy robiono paczki żywnościowe, które wysyłano do łagrów i obozów koncentracyjnych. Druga sekcja odzieżowo- obuwnicza, zajęła się rozdawaniem odzieży i obuwia dzieciom, młodzieży i ludziom w podeszłym wieku. Wydano około dwóch tysięcy obuwia, które w większości robiono na miejscu. Skórę z której wykonywano obuwie przywożono z Radomia. Przy sprawdzaniu jednego transportu skóry, ksiądz Kiersztajn został przez Niemca spoliczkowany.

W akcję pomocy włączyły się także i kobiety, które zbierały się po domach i szyły oprócz obuwia także i ubrania. Takich ubranek, pończoch rozdano kilka tysięcy.

W kronice odnotowano, że liczne pionkowskie rodziny wykazały się wielką ofiarnością i aktywnością. Byli to:

"Bartkiewiczowie, Sołkiewiczowie, Nawrotowie, Pisarscv, Płatkowscy, Grzebalscy, Pestkowie, Ryngielowie, Lencowie, Kwiatkowscy, Białkowscy, Tkaczowie i inni, których nie sposób wyliczyć. "

W 1941 roku, kiedy Lwów został zajęty przez Niemców, przywieziono do Pionek za pośrednictwem Rady Głównej Opiekuńczej kilkadziesiąt dzieci: sierot i półsierot. Ksiądz proboszcz zaapelował do katolickich rodzin, aby się nimi zaopiekowały. Parafianie odpowiedzieli na apel swojego duszpasterza bardzo żywo i od razu wszystkie dzieci znalazły dach nad głową, opiekę i miłość. Niektóre sieroty jak podaje kronika znalazły rodziny zastępcze:

"Płatkowscy i Koziccy całkowicie zastąpili rodziców dwom dziewczynkom lwowskim. Wychowali je, wykształcili, wywianowali i wydali za mąż".

W Encyklopedii II wojny światowej czytamy, że:

"Od sierpnia 1944 roku zaistniała potrzeba otoczenia opieką ponad miliona warszawiaków wypędzonych ze stolicy po upadku powstania ".

 Dzięki staraniom Rady Głównej Opiekuńczej przyjechało do Pionek kilkadziesiąt wygłodzonych, bezdomnych rodzin. Niektóre z nich wymagały szybkiej opieki medycznej. Wszyscy zostali przygarnięci przez parafian, którzy z potrzebującymi podzielili się ostatnim kawałkiem chleba.

W dokumentach parafialnych zapisano, że przyjechała do Pionek rodzina żydowska, choć wiadomo wszystkim było, że:

"W Polsce za udzielenie pomocy ludności żydowskiej groziła kara śmierci- zarządzenie H. Franka z 15 X 1941 roku".

Państwo Turkiewiczowie z pomocą księdza Giżyckiego udzielili schronienia rodzinie żydowskiej. Należy zwrócić uwagę, że na początku wojny na ziemiach Puszczy Kozienickiej zorganizowano ruch oporu. W maju 1943 roku trzyosobowa grupa wykradła z terenu zakładu, matrycę do produkcji amunicji. Pionkowski ruch oporu zdemaskował i rozstrzelał niemieckiego szpiega. Niemcy odpowiedzieli na to publicznymi egzekucjami i aresztowaniami, o czym wspomniano w kronice:

"Niemcy w odwecie zamordowali na Kopaninie: Macha, Orzechowskiego, Chmielewskiego, Rudnickiego i Sabinę (...W lipcu 1943 roku aresztowano w Pionkach sto osób, w tym dowódcę placówki Antoniego Chojnackiego ps. " Bialy " i dwóch dowódców plutonów Lewińskiego i Prokopa".

Wszyscy zginęli w Oświęcimiu. W dniu 22 IV 1944 roku, po nieudanej akcji zbrojnej na warownię fabryczną, dokonano kolejnej publicznej egzekucji przy ulicy Zwoleńskiej, o czym pisze kronika:

"Na oczach wszystkich wywleczono z samochodów ciężarowych dziesięciu młodych ludzi, powiązanych drutem kolczastym. Stać o własnych siłach nie mogli, więc klęczeli rzędem. Najmłodszy z nich, syn wdowy -­Adam Guzal ps. "Jarema " uczeń szkoły technicznej w Radomiu zawołał: „ Niech żyje Polska”. Strzały zagłuszyły odpowiedź pozostałych".

Wydarzeniem, które wstrząsnęło parafią, był niemiecki rozkaz pocięcia dzwonów.

Oprawcy znaleźli ludzi, którzy za spirytus, przydział 39 dodatkowych kart żywnościowych, przystąpili do zniszczenia dzwonów. W kronice tak opisano to wydarzenie:

"Parafianie mówili: kto ze dzwonami wojuje, wojny nie wygra, a kto dzwony tnie żył nie będzie (...) przeżyli mocno płacz dzwonów, podobny do jęku dziecka".

W niedługim czasie wszyscy wykonawcy tego haniebnego czynu zginęli. Parafianie, których zjednoczyła walka, ból, cierpienie, poświęcenie i ofiarność z tęsknotą oczekiwali na dzień wyzwolenia. Dnia 15 I 1945 roku do Pionek nadeszła upragniona wolność. 8 kwietnia tego samego roku, na boisku obok kościoła, ksiądz proboszcz odprawił uroczystą Mszę Świętą w intencji zmarłych, pomordowanych przez hitlerowców. Na placu ustawiono 42 trumny z ciałami. Tłum zgromadzonych ludzi na uroczystości przekroczył liczbę sześciu tysięcy. Proboszcz parafii wygłosił podniosłe kazanie. Później wszyscy w manifestacyjnej procesji udali się w kierunku nowo utworzonego cmentarza „Bohaterów", otwartego od 1945 roku dzięki staraniom księdza proboszcza. Stary cmentarz znajdował się około 2,5 km od kościoła.

Dzięki staraniom proboszcza wykonano nowe dzwony i wkrótce z wieży kościelnej rozległ się ich donośny głos. Potwierdzeniem tego faktu jest list księdza Kiersztajna z dnia 13 VI 1948 roku do Kurii Diecezjalnej:

" (...) komunikuję, że dwa dzwony o wadze 760 kg i 460 kg wykonane w odlewni dzwonów w Węgrowie, zostały uroczyście poświęcone przeze mnie proboszcza parafii na podstawie specjalnego upoważnienia Pasterza Diecezji zawartego na piśmie z dnia 14 I V 1948 roku, w dniu 15 V 1948 roku. "

Oba dzwony otrzymały imiona: ku czci Serca Jezusowego i świętej Barbary. Lata wojny to czas walki, ale i zbratania się narodu, którego siłą był patriotyzm i wiara w Boga.

Lata powojenne były okresem dalszego rozwoju i rozkwitu parafii.